|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytane nieznajomości
Kulinarnie
Medycznie
Polecane stronki
Tu zaglądam
Znajomości
|
środa, 22 lutego 2012
wizja
Dawno temu, bo jeszcze 2 listopada roku ubiegłego Duży podesłał mi link do pięknej wizji przyszłości. Jako, że jestem koszmarną gadzieciarą, to łatwo się domyślić, że bardzo chciałabym żyć w takim świecie :D
wtorek, 21 lutego 2012
dziwne sny
Ostatnio miałam lekko odjechane sny ;D Zacznę od końca. Śniło mi się, że miałam napisać artykuł na 15 stron. To miał być wywiad z jakąś sławną baletnicą. I tak się zastanawiałam, co można pisać o kobiecie, która sobie kica na palcach :] Śniło mi się, że mój kuzyn był w zaawansowanej ciąży :D Spodziewał się syna. Nawet brzuch mu się ruszał, znaczy dziecko wierciło :)) A najlepszy był sen pierwszy. Śnił mi się wkurzony, brodaty karzeł, ubrany w żółty strój dżokejski i osadzony na koniu. Jego widok tak mnie rozbawił, że ze śmiechu aż się obudziłam i dalej rechotałam. I wcale nie było łatwo się uspokoić, a nie chciałam śmiać się głośno, żeby Dużego nie obudzić :D Zarówno Duży, jak i mój ciężarny kuzyn są nieco mną zaniepokojeni ;))) pod górkę
Chciałabym częściej pisać, ale blox nijak mi tego nie ułatwia :] Jakoś nie chcą dopasować się do trendów. Mam mój tablecik, niestety, blox nie bardzo współpracuje z androidem. Tym samym wieczorami i tak nie mogę sobie popisać. Chyba, że naklepię w notatniku, a potem przeniosę to do stacjonarnego kompa i następnego dnia wrzucę na bloxa. No właśnie, bo ze stacjonarnego korzystam tylko, gdy Młody śpi w ciągu dnia. Staram się sporo rzeczy wtedy załatwić i na bloxa nie starcza czasu. Poza tym domyślnie mam ustawione google chrome, a z tą przeglądarką blox też współpracować nie chce :] Oczywiście nie ma problemu, by przeskoczyć na firefoxa, ale wkurzający jest sam fakt, że trzeba tak kombinować. Duży znalazł rozwiązanie. Mogę zwyczajnie zrezygnować z bloxa i zacząć pisać na blogu googlowym, tylko ciut mi szkoda. Tyle lat tu jestem, a bardzo nie lubię zmian. Heh, życiowy dylemat ;))
piątek, 03 lutego 2012
mrozy
Dziś uświadomiłam sobie, że w zamrażarce mam znacznie cieplej niż na balkonie. I to o jakieś 5 stopni :> Zamrażarka ustawiona jest na -18 :] W związku z tym podkręciłam kaloryfery na 4 i pół i cieszyłam się, że do pracy mam bezczelnie blisko :D No bo z sypialni do kuchni to zaledwie kilka metrów ;)) Żal mi tylko, że Duży i dziewczyny musieli wyjść z domu. Laski poubierane na cebulkę, więc dały radę, no i blisko mają. Nala ledwo się ruszała w pełnym ekwipunku. Duży też dał radę, a szkody wyrządzone mrozem ocenię wieczorem ;D Jak będzie źle, to osobiście zrobię mu na szydełku super kalesony. Oczywiście nikomu o tym nie powiem. A potem Duży mnie zamorduje, udusi tymi kalesonami ;D Wiem, to taka lekka głupawka. Zapewne efekt nadmiaru słońca, które pięknie świeci od rana i łudzi, że na dworze jest niemal wiosna :>
poniedziałek, 30 stycznia 2012
w ciepełku
W domu mamy ciepło, ale przy obecnym mrozie, gdy siedzi się nad książką, to i tak jakiś chłód człowieka przejmuje. Tym samym przyjemnie jest zanurzyć się w wannie pełnej ciepłej wody i czuć, jak krew na nowo zaczyna krążyć. Wczoraj taką właśnie kąpiel sobie zapodałam i nie wiedzieć czemu wzięło mnie na wspomnienia. Jestem zmarzlakiem, jak i moja ś.p. babcia. I przypomniała mi się Jadzia, jak stała oparta o piec kaflowy i chłonęła ciepło z niego idące. A potem przypomniało mi się, że też lubiłam stać przy piecu i fajnie było, by w środku ogień huczał. Przed snem trzeba było napchać do pieca jak najwięcej węgla, lub koksu (bo wolniej się palił), by możliwie długo było ciepło. A rano trzeba było wykazać się sporą ilością silnej woli, by wyjść spod kołdry. Z czasem się wycwaniłam i co wieczór szykowałam sobie ciuchy, a potem ubierałam się pod kołdrą. Było mało wygodnie, ale za to ciut cieplej ;)) Grube swetry i skarpety to była podstawa. Pamiętam wyjątkowo ostrą zimę, gdy w piecu huczało, a w drugim końcu pokoju i tak było zaledwie 4 stopnie. Brrr. Lubię moje kaloryfery i wannę pełną ciepłej wody :D Grube skarpety też lubię ;D
skrytykowana
Po ostatnim wpisie imprezowym kuzyn zarzucił mi, że pomijam fakty. Dobrze, że nie zarzucił mi kłamstwa ;) Prawdą jednak jest, że gdy piszę, to często w pełni świadomie o niektórych sprawach nie wspominam. Zwłaszcza gdy tyczy się to osób mi bliskich, a tak było w tym przypadku. Na imprezie pewien młodzieniec mocno mi podpadł. Na tyle mocno, że kolejne dwie noce rozmyślałam, co począć z tym fantem. Zasadniczo mogłabym go olać, gdyby nie fakt, że jest chłopakiem bliskiej mi niewiasty. A rozmyślałam o tym, czy z ową niewiastą rozmawiać o moich spostrzeżeniach.
Ów młodzian będąc w stanie upojenia alkoolowego, czym absolutnie nie wyróżniał się z towarzystwa, wyraził kilka głębokich myśli, które wielce mnie zaniepokoiły, zmartwiły, a nawet przykrość sprawiły. Ja natomiast, będąc boleśnie trzeźwa, bo zaledwie po niewielkiej ilości alkoholu, czym z towarzystwa mogłam się wyróżniać, ale nie błysnęłam niczym nowym, zachowałam pełną czujność i wypowiedziane myśli wychwyciłam i poddałam analizie. Wnioski były marne. Po kolejnych rozważaniach i zasięgnięciu rady mądrej doszłam do wniosku, że donosić nie będę. Nie z premedytacją. Mam jednak nadzieję, że nadarzy się okazja i będę mogła oświecić drogą mi istotę. Tylko, czy to coś zmieni? Złość się we mnie nagromadziła w sporej ilości i zwyczajnie chciałabym, by wspomniany młodzieniec dostał kilka kopniaków od życia i uświadomił sobie jakie głupoty pieprzy :] Alkohol nie jest usprawiedliwieniem, bo jestem zdania, że to, co mówi się po pijaku, myśli się na trzeźwo. Wiem, nakręciłam się mocno. Niestety doswiadczenie podpowiada, że nie prędko mi przejdzie. Jestem stasznie pamiętlliwym stworzeniem. Jak mi ktoś podpadnie, to już kaplica. Pocieszaące jest to, że trzeba mocno się napracować, by trafić na czarną listę ;))
wtorek, 24 stycznia 2012
nowe ćwiczenia
Dostałam od doktorka nowe ćwiczenia. Do tej pory ćwiczyłam cztery dynamiczne układy qigong. Poprosiła doktorka o poszerzenie repertuaru i muszę przyznać, że chłopak się postarał ;) Dostałam cztery ćwiczenia statyczne, też qigong oczywiście. Tylko stoję w określonych pozycjach, ale trzeba przyznać, że daje popalić. Jak zrobię całość to mi aż kolana drżą. Prawie jak po dobrym seksie ;D Jeszcze tylko muszę wymyślić sobie jakąś tradycyjną rozgrzewkę, którą będę robiła przed qigongiem. Próbowałam z jednym zestawem, ale okazało się, że jestem za cienki Bolek. W domu będę dalej kombinować ;)
w sumie dziewięćdziesiątka
Cały wyjazd do dziadków był nie tylko przy okazji ferii. W sobotę odbyła się wielka impreza urodzinowa zorganizowana w lokalu. W tym miesiącu moja mako skończyła 60 lat, a za kilka dni siostra skończy 30. Dziewczyny postanowiły to uczcić jak należy. Stroje galowe oczywiście. Duży początkowo się cieszył, ale potem uświadomiłam mu, że będzie trzeba trzy laski ubrać i zwątpił. Nie było jednak tak źle. Tylko Nala dostała całkiem nową sukienkę i pantofelki z diamentami :D Wyglądała cudownie. Ada zresztą też. Bynajmniej nie przypominała dwunastolatki ;) Ja poszalałam i odwiedziłam ulubioną fryzjerkę, która stworzyła mi przepiękną fryzurę. Chciałam koczka, ale okazało się, że moje długie włosy są za krótkie. I dobrze, bo to, co wymyśliła Karolina przeszło moje wszelkie oczekiwania :D Gdy kładłam się spać żal było niszczyć to dzieło :)) Impreza się udała. Goście stawili się w pełnym składzie. Były tańce, zabawa, śmiechy i poważne dyskusje. Ada przetańczyła całą noc i czasami zastanawiałam się, czy nie pomyliła picolo z szampanem dla dorosłych ;)) A co niesamowite i ja tańczyłam :D Przeważnie tuliłam się do Dużego, ale zatańczyłam też z kuzynem i ze znajomym :) Do domu wróciliśmy koło 3,30, a spać poszliśmy po 4. Rami wstał o 6 oczywiście :] A mako wykazała się niezwykłym hartem ducha, bo wstała razem z nim i pozwoliła nam spać. No i uczciliśmy poważny wiek naszych pań. Teraz upominają się o imprezę, którą teoretycznie powinniśmy urządzić pod koniec przyszłego roku. Z Dużym będziemy kończyć sporo lat. Tyle, że jakoś nie jestem do tego przekonana ;)) Na szczęście mam jeszcze dużo czasu do podjęcia ostatecznej decyzji :D wolne
Tak sobie myślę, że przestanę planować czas bezszkolny. Bo ostatnio i tak wychodzi inaczej i co ważne, lepiej :) Duży zrobił nam niespodziewajkę i wziął dwa tygodnie wolnego. Postanowił odpocząć. Nie jestem pewna, czy w naszym licznym towarzystwie mu się to udało, ale i tak fajnie, że jest z nami. Do czwartku miałam igiełki, wieczorem nas spakowałam i w piątek rano mieliśmy pomknąć do dziadków. Byłam z siebie dumna, bo pakowanie poszło mi całkiem sprawnie. Tyle, że Nala zaczęła narzekać na brzuszek i dwa razy w trybie pilnym odwiedziła kibelek. Podejrzewaliśmy zatrucie. W piątek rano zadzwoniłam do przedszkola, coby usprawiedliwić jej nieobecność. I miałam wspomnieć o wyjeździe, ale pani weszła mi w słowo i zapytała, czy Naila chora? Po czym poinformowała mnie, że w ich grupie rozpanoszył się wirus. No i zamiast ruszyć w drogę przesiedzieliśmy ten dzień w domu. Okazało się, że faktycznie to był wirus "biegający". Porządnie Nalę przeczyściło. Na szczęście gorączka szybko zeszła, wrócił humorek i apetyt. Pomogła duża ilość snu i różne specyfiki, które na szczęście miałam w szufladzie. Tylko wyjazd był wciąż niepewny. Z piątku na sobotę Nala zaliczyła jedną wizytę w kibelku, a potem dopiero rano, koło 6,30. Jako, że dziewczę strasznie chciało jechać do dziadków, walizka wciąż była zapakowana, a wizyty w toalecie odbywały się co 5-6 godzin postanowiliśmy podjąć ryzyko i ruszyć w trasę. No i udało się. Jechaliśmy ciut ponad 4 godziny, a u dziadków pierwsze kroki Nala skierowała do ubikacji. Dzielna dziewczynka :) A jutro wracamy do domu. W czwartek Duży ma ważne spotkanie i trzeba być na miejscu. No i musimy jeszcze nacieszyć się naszym domkiem w pełnym składzie :D
czwartek, 05 stycznia 2012
zakratowane zęby
W listopadzie spełniło się marzenie Ady. Założyli jej stały aparat na zęby. Najpierw były przymiarki, odlewy, a potem montaż. Przez cały ten czas powinnam była podawać jej coś na uspokojenie. Była tak nakręcona, jakby dostała gwiazdkę z nieba :D Do tego całego sprzętu trzeba było dokupić całkiem sporą stertę gadżetów do czyszczenia uzębienia, przepychania, wydłubywania i masowania :] A najważniejszy w tym wszystkim był kolor gumek. Bo tam montują takie gumki, żeby policzki nie zaczepiały o końcówki drucików (chyba). Ten kolor omawiany był ze szkolnymi przyjaciółkami, zapewne nie tylko na przerwach :] W pierwszym miesiącu gumki były turkusowe, co miało podkreślić kolor jej oczu :D Inaczej mówiąc, albo turkus był najbliżej, albo było go za dużo i trzeba było go zużyć ;)) Jedna koleżanka była bardzo niezadowolona, bo przecież umówiły się na inny kolor. Całe szczęście, że nastki równie szybko godzą się, co kłócą. W grudniu Ada dostała nowe gumki (bo trzeba je wymieniać co miesiąc), tym razem szare. Już nie pamiętam dlaczego szare, był jakiś powód i na pewno był ważny. Oczy Ady nie uległy zmianie i wszystko z nimi w porządku ;)) A teraz tylko trzeba pilnować biedne, małe dziecko, żeby należycie dbało o te druty. No i po każdej wizycie u ortodonty, gdzie są śruby podkręcane, trzeba karmić jedzeniem zmiksowanym, bo cierpienie jest wielkie :) Lubię swoje krzywe zęby :D przemiany
Nala ma teraz trudny czas w swoim życiu. Ostatnio zdecydowała, że nie chce mieć 6 lat i już zawsze będzie miała 5. Chodzi o to, że Młoda nie chce iść do szkoły, bo tam trzeba dodawać 100+100 i ogólnie jest ciężko. Poza tym jak pójdzie do szkoły, to już nigdy nie zobaczy swojej przyjaciółki Ani. Wyjaśniłam, że Ania też idzie do szkoły, ale na nic sie to zdało. Nala sześciu lat mieć nie będzie i już. I jeszcze matką też nie chce być, ani ciocią :D W tej pierwszej sprawie, to nie ma kłopotu, bo to w dużym stopniu jej decyzja, ale z ciocią to już gorzej, bo ciocią już jest :> A i jeszcze nie chce, żeby jej ząbki mleczne wypadały i okresu też nie chce mieć :I Mam nadzieję, że do października zmieni zdanie ;) Nie, żeby w październiku miała dostać okres, ale ząbki mogą zacząć się kołysać :]
noworocznie
Wstając z łóżka w niedzielny poranek z ulgą stwierdziłam, że nareszcie przyszedł styczeń. Listopad i grudzień gdzieś mi umknęły. Pochłonęło mnie przygotowywanie imprez. Najpierw urodziny Ramiego, potem Imprezka Ady (też urodzinowa), święta i sylwester. A wszystko w naszym domku. Jak dobrze, że teraz mam spokój do września :) W tym roku, a właściwie w tamtym, jakoś tak zaaferowałam się zbliżającą gwiazdką. Układałam menu, zamawiałam prezenty, szukałam tych najlepszych of, z dziewczynami dekorowałyśmy mieszkanie. Nawet siostra zauważyła, że jakoś nietypowo wszystko robię wcześniej i z większym zaangażowaniem :] Stwierdziłam, ze to niewątpliwie efekt zdrowienia, ale całe szczęście, że mam młodszą siostrę i ona mi oczy otworzyła. Te moje zwiększone starania nie miały nic wspólnego z większą żywotnością, tylko z wiekiem :] Zwyczajnie się starzeję i zamieniam się w typową mamuśkę :] Odegram się jeszcze w tym miesiącu, bo siostra kończy trzydziestkę i będzie można troszkę podokuczać ;D
poniedziałek, 28 listopada 2011
listopad
Ten miesiąc był dla Młodego dość przełomowy i pełen wrażeń. I tak po kolei: 1. Pierwszego listopada podjęłam decyzję, że czas skończyć z pieluchami. Zaczęłam podchody następnego dnia, ale nie przykładałam się do tego mocno. Zdejmowałam pieluchę na 2-3 godzinki i kończyło się to tak, jak kończyć się musiało ;) Rami infomowal mnie, że właśnie załatwił swoją potrzebę ;D Plus był taki, że zaczął robić kupę nieco rzadziej. W pieluszce potrafił i 5 x dziennie sie wypróżniać, co mocno mnie zniechęcało. Za naukę siusiania wziął się Duży. W niedielę ustawił sobie budzik i co 5 minut biegał z Młodym do kibelka. Nocnik odpadł, bo zwyczajnie dupka na nim się nie mieściła. Tzn., dupka ok, ale siusiak zostawał na zewnątrz :)) W każdym razie cała niedziela była pełna dzwonków i wysadzania Księcia na tronie. W poniedziałek zdarzyło się jeszcze kilka wpadek, bo ja budzika sobie nie ustawiłam. A we wtorek była już tylko jedna zmiana ciuchów. I tak od dwóch tygodni mój chłopk woła fufu (siusiu), albo opa (nie_siusiu) i nie miewa już żadnych mokryh zdarzeń. Co więcej, od kilku dni nie zakładam mu rownież pieluchy na dzienne drzemki. Teraz pieluszka jest tylko na spacer i na noc. Co prawda Rami i tak z nich nie korzysta, ale dmuchamy na zimne ;)) Wszystko wskazuje na to, że więcej pieluch kupować już nie będziemy. Budżet domowy troszkę odpocznie ;) 2. Tydzień temu, również w niedzielę Rami skręcił nóżkę :/ Nie sądziłam że u takiego malucha to możliwe, a jednak. Wspinał się na fotel, co przy biurku komputerowym stoi. To nie był jego pierwszy raz, bo robi to od roku, ale tym razem poszlo coś nie tak :/ Dom pełen, ale nikogo przy tym nie było, więc nie wiemy, jak do tego doszło. Skończyło sie tym, że resztę dnia chłopak przesiedział przed tv. Następnego dnia też nie chciał chodzić, więc Duży pojechał z nim do pediatry, a potem do ortopedy, gdzie został obadany i prześwietlony, żeby wykluczyć złamania i pękniecia wszelakie. Popołudniu zaczął się przemieszczać na kolanach, albo na pupie;)) Siedzenie go znudziło. A we wtorek zaczął chodzić, choć poruszal sie powoli i wyraźnie kuśtykał. Nadal lekko utyka na lewą nóżkę i spędza starym sen z powiek. Pewnie zapodamy jakąś rehabilitacje, żeby mu jakoś pomóc. W każdym razie duma nas rozpiera, bo Rami okazał się małym twardzielem. Bardzo dzielnie zniósł cale to zajście i dyskomfort z nim związany 3. W piątek trwały przygotowania do wielkiego dnia i zła matka zapomniała zakupić mleka bobasiego, czyli bebilon 4. W ciagu dnia, przed dzienna drzemką butla z mlekiem jest tylko alternatywą, gdy akurat nie ma nic, co Młody mógłby zarzucić na ruszt. Ale wieczorkiem jest to na razie stały elementem rytualu kończącego dzień. W sumie, to widzę, że nie jest to element konieczny i najpewniej równiez z niego zacznę rezygnować, bo wyraźnie kanapka z wędliną byłaby przyjemniejszą kolacją ;)) W każdym razie budżet znów się ucieszy, bo przez roztargnienie matki postanowilimy więcej bobasiego mleka nie kupować i zotać już przy kartonowym uht 3,2% Młodemu nie robi to rożnicy. Oczywiście nadal zagęszczam biały płyn kachą, coby brzuszek na noc miło wypełniło. 4. No i najważniejszy dzień był wzoraj. Mój synek skończył dwa lata!!! Impreza się udała, tort był z bohaterem ulubionej bajki Fła (czyli "Śladem Blue"). Goście prawie dopisali (wujek Sysi nie jadł tortu), prezenty się podobały. Czegóż chcieć więcej?
Zostało jeszcze kilka dni do końca miesiąca, ale mam nadzieję, że mój chłopak już nic nie wymyśli. No, chyba, że zacząłby mówic pełnymi zdaniami ;))
wtorek, 22 listopada 2011
przerwa
No i znów zamilkłam. Miesiąc temu poszłam do kompa, a tam ciemność. Kompik zdechł. W pierwszej chwili myślałam, że Rami coś pstryknął, ale niestety, rutynowe czynności nie przyniosły efektu. A zasada jest taka. Jak coś nie działa i guziczki on/off nie skutkują, to należy zgłosić awarię piętro wyżej, czyli do Dużego ;) Duży stwierdził, że prawdopodobnie padł zasilacz. Następnego dnia dokonał zakupu, a następnie, w ramach wolnego wieczoru i odpoczynku wymienił zepsuty element. I co? I dupa :] Kompik się podniósł, ale klawiatura i myszka nadal były obrażone. Okazało się, że nie za bardzo działają wyjścia usb, do których te dwa gadżety były podłączone. Dalsza diagnoza? Razem z zasilaczem padła też płyta główna :] Na nią czekaliśmy dwa dni. Potem musiała być reinstalacja systemu, wymiana klwiatury, myszki i szukanie, dlaczego wciąż tak do konca nie jest dobrze. Łykend upłynął pod znakiem reanimacji. W kolejny wtorek Duży zlitował się nade mną i dostałam mocno przedwczesny prezent urodzinowy :D I tak stalam sie posiadaczka cudenka, jakim jest tablet :) Od tamtej chwil dużo spokojniej czekałam na restart starego kompa.Wszystko potrwało jeszcze tydzień, bo i Duży nie bardzo mial czas na grzebanie w bebechach naszego złomu. W końcu po raz drugi zainstalował na nowo system i wszystkie potrzebne progrmy i dwa dni czekal jak na szpilkach, czy się udało. Udało się, kompik ruszył. Tylko jakoś tak u mnie zabrakło czasu, by się odezwać. Warunki nie były sprzyjające ;) Duży od jakiego czasu planował kupić mi tablet, właśnie po to, żebym mogła klepać. Mailowo ie sprawdziło, ale z blogiem nadal mam problem. Android nie bardzo dogaduje się z bloxem :/ Kolejna zagwozdka :>
piątek, 07 października 2011
|