moon phases




poniedziałek, 17 października 2016
takie sobie spotkanie
Wychowawczyni Nali wpadła na bardzo fajny pomysł. W tym roku będzie dzieciom organizować pogadanki na różne tematy. Wszystko w trakcie godziny wychowawczej. Wyskoczyłam więc przed szereg i zaproponowałam pogadankę o niepełnosprawności. Najpierw zaproponowałam, a potem się zestresowałam. I właściwie do ostatniej chwili miałam tremę. 
Spotkanie się udało. Odbyło się w sadku pod szkołą, bo w szkole to wszędzie schody, schody, schody. Na wózku byłoby ciężko. 
Najbardziej spodobała się informacja, że nie mogę wszędzie się dostać i np nie daje radę przybyć na zebranie, by zapytać, co nabroiła moja córka. Wywołało to ogólną radość. Poza tym było sporo pytań. Chłopcy pytali, czy mam hamulce, czy da się jeździć na włączonych hamulcach i czy mam prawo jazdy, a samochód jest dostosowany? Jeden zapytał, czy mogę zmywać, ale przyznałam, że zwalam to na moje córki, albo zostawiam zmywanie mojej przyjaciółce zmywarce. Było intensywnie :D 
Wydaje mi się, że przekazałam to, co planowałam. A chciałam im powiedzieć, że ludzie ON są całkiem normalni i też mają swoje marzenia.  
Zapytano mnie też, czy żyje się trudniej? Powiedziałam, że raczej inaczej. Są inne przeszkody, na inne rzeczy zwraca się uwagę, ale życie wciąż może być piękne :))
środa, 05 października 2016
I minęło 10 lat
Obudziłam się koło 5 rano. Poczułam skurcz. Wzięłam kąpiel, bo to mógł być fałszywy alarm. Nie był, więc poszłam budzić Dużego. 
Pamiętam, że wtedy było ciepło i jechałam do szpitala w sandałach. A Duży okrutnie się stresował, bo były korki. Cóż, było koło 7 rano.
Z kolei Duży pamięta, jak przestawiałam szafkę w sali, bo musiałam gdzieś przekierować napięcie.
Nala pewnie nic nie pamięta. Tylko ja często jej przypominam, że to był jedyny czas w jej życiu, kiedy była grubaskiem. Wyglądała, jakby miała miesiąc. Teraz bardziej przypomina długą Kluskę ;D
A od dziś zaczyna jedenasty rok życia i oficjalnie wchodzi w okres nastoletni. 
Druga nastolatka w domu. Niech bogowie mają nas w opiece ;))))
20:33, skrzaci
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 września 2016
to był fajny facet
Artura poznałam jakieś 19 lat temu. Szmat czasu. Był na moim ślubie (18 lat temu) jako kolega Exa. A ja byłam na jego ślubie (11 lat temu). I tam poznałam Dużego (też kolegę Artura). Dlatego pamiętam kiedy mieli rocznicę ślubu.
Od jakiś 8 lat Artur miał problemy, jak podejrzewano, o podłożu alergicznym. Teraz myślę sobie, że już wtedy coś rosło. 
Rok temu zaczęły się poważnie kłopoty i tygodnie spędzane w szpitalu na diagnostyce. A gdy po pół roku odkryli, że to nowotwór, to było już za późno na cokolwiek. Była chemia i ta w szpitalu i potem w domu, ale jak wiadomo, nic to nie dało. Może z wyjątkiem tego, że w poniedziałek, na pogrzebie spotkałam trochę osób ze starej paczki. A z Dużym zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie zostaniemy pochowani. No i wszystkim wyraźnie powiedziałam, że jeśli u mnie wykryją takie dziadostwo, to w pełni świadomie nie zgadzam się na chemio- czy radioterapię. Jeśli nie pomogą naturalne metody, to będzie znaczyło, że czas już na mnie. Mam jednak nadzieję na inne zakończenie tegoż żywota.
wtorek, 27 września 2016
działo się
Zeszły tydzień był intensywny. i z jednym wyjątkiem całkiem udany. 
We wtorek świętowaliśmy jedenastą rocznicę pierwszej randki. Zawsze jedliśmy wtedy sushi, a tym razem poszliśmy do restauracji włoskiej, która zrobiła bardzo dobre wrażenie. Planujemy tam wrócić. Wieczór też był udany. Lubię randkiu z Dużym.
Piątek też zapowiadał się fajnie, bo to koniec tygodnia i zorganizowałam spotkanie wiedźmowe w starym gronie. Dziewczyny zjawiły się w komplecie i liczymy na to, że ploteczki przy kawie będziemy częściej powtarzać. A po imprezie w domu posiedziała jeszcze u mnie moja przyjaciółka, która wychodząc stwierdziła, że ma  przeczucie, że powinna to zrobieć. Po czym zdjęła łańcuszek i mi go wręczyła. Łańcuszkiem z wisiorkiem w kształcie piórka. Love po całości :D
Wszystko byłoby super, gdyby nie poranna wiadomość o śmierci naszego kolegi, ale o tym osobno. Ten wpis będzie radosny.
Środa była dniem pełnym niespodzianek. Po miesiącu szukanie znalazłam rzecz poszukiwaną, czyli sprzęcior do wypalania w drewnie. Był w szafce, gdzie szukałam go min. 3 razy :] 
Od przyjaciółki z Opola dostałam LDN w kapsułkach i gadżet. Mały odstresownik, kolorowankę. Kredki już czekają. A na koniec dostałam od Pokrewnej Duszy książkę z cudną dedykacją.



piątek, 02 września 2016
żarcik
Robiłam porządki w wiklinowych koszyczkach, w których drobiazgi zbierałam przez kilka lat, a kolejne kilka nie ruszałam. Znalazłam tam dwa testy ciążowe, oba zdane Położyłam sobie jeden na kolanach i z delikatnym uśmiechem podjechałam do Eldara. Jego mina była bezcenna 
Taki sobie żarcik :))
11:59, skrzaci
Link Dodaj komentarz »
nowe życie?
Gdy w połowie sierpnia dzieci wróciły do domu wzięło mnie na porzadki i oczywiste przygotowania do szkoły. Pralka ledwo wyrabiała. W szufladach zaczął panować mniejszy chaos. Jedyne, co mnie dziwiło to to, że nie mogłam znaleźć sniadaniówki Ramika. Byłam absolutnie pewna, że obie śniadaniówki myłam w czerwcu. 
No i error. Wymyłam tylko jedną śniadaniówkę. Druga żyła swoim życiem w tornistrze. Po prawie dwóch miesiącach kanapka wyglądała na całkiem martwą. I nawet jeśli rozwinęła sie tam jakaś cywilizacja, to też nie przeżyła. I nie udało mi się ustalić, jaki był tam owoc.
Zła, beznadziejna matka ;)) kajam się.
czwartek, 01 września 2016
na zakupach
Rami wczoraj był z Adą na zakupach. W ramach atrakcji jeździli autobusami. Otoczenie wywołało serię pytań.
- Ada, dlaczego nie ma tu pasów? I takiej dźwigni obok, bo ja jak kiedyś jechałem, to była. 
- Może jechałeś autokarem?
- A jak się jedzie na wycieczkę szkolną, to się jedzie autokarem, czy autobusem?
- Autokarem
- No to tak. To dlaczego w autobusie nie ma pasów? Aha, dlatego, że ten pan jeździ bezpiecznie i powoli? A co to za rączka tutaj? AAAA po to, żeby się trzymać i nie uderzyć głową w szybę, i żeby nie wybuchła, tak?
białe nitki

Od dawna mam w czuprynie kilka białych włosów. Zabawne, że wcale mi nie przeszkadzają. W sumie cieszy mnie to, że są białe, a nie szare. Wizja białej głowy zapowiada się ciekawie. Bardziej martwi mnie to, że w sierpniu wyrosły mi dwie białe brwi i są okrutnie widoczne. Na to gotowała nie byłam. Czyżby wiek był aż tak zaawansowany? Białe brwi mniej mi się podobają, zwłaszcza, że zaczęłam siwiec tylko nad lewym okiem. Nie lubię asymetrii. Chyba czas przeprosić się z tuszem do rzęs :D

sobota, 27 sierpnia 2016
w pełnym składzie
Już prawie dwa tygodnie maluchy są w domu. Niezbyt chętnie wyjeżdżali od dziadków. Jedyne, co ich kusiło, to fakt, że będą mogli giercować.
Głód prawie nasycony. Prawie, bo to stworzenia, które sprzętu nigdy nie mają dość. Co się dziwić, jak matką z ojcem nie są lepsi. Nawet jak czytamy, to nie z książek papierowych, tylko z czytników. Takie rodzinne zboczenie ;)
A szkoła tuż tuż. Dzieci niemal gotowe. Zakupy porobione. Czekamy jeszcze na eleganckie spodnie Ramika  i rzeczy piśmienniczo - papierowe. No i trzeba kupić Nalli nowy kostium kąpielowy, a Ramikowi czepek. Chłopak będzie miał teraz basen, bo to druga klasa. Nala też, bo to klasa sportowa i basen mają od klasy czwartej. 
Ada też prawie przygotowana. Gorzej z jej szkołą. Z jakiś powodów mają remont i przez jakiś czas będą mieli zajęcia w innym liceum. Zapowiada sięa druga zmiana. 
Odliczamy dni do końca wakacji ;)
piątek, 12 sierpnia 2016
jeżdżąc po Wawie
Czasami wybieramy się w trasę po Wawie. Tak, jak np wczoraj. Musieliśmy pojechać do sklepu i poleżeć na materacach. To była słuszna decyzja, bo jak się okazało, H3 jednego materaca różni się od H3 drugiego.
Trasa do sklepu wiodła przez Żwirki i Wigury, plac z pomnikiem lotnika i rondo Zawiszy. Kiedyś mieszkałam na Ochocie (7 lat) i tamtymi rejonami dużo jeździłam i do pracy i by coś załatwić. Byłam jedynym kierowcą, więc dobrze poznałam tamte zakamarki. Jeździłam i chodziłam. Dosłownie. A gdy teraz przejeżdżam przez miejsca, które dotykają wspomnień, to jest mi i dziwnie i smutno. Nie tęsknię za tamtym życiem, ale tęsknie za tamtą JA. Za moja samodzielnością, niezależnością, za mną.
barwy
W niedzielę wracałam do domu. Trzeba było wziąć się do pracy. i choć działka zupełnie nie jest dostosowana do wózkowicza, to jednak żal było wyjeżdżać. Całe dnie spędzałam na dworze. Może tylko w upały chowałam się do domku,  żeby się ochłodzić. No i cały czas z czytnikiem w ręku. Odpoczęłam,  wyspałam się, przeczytałam 4,5 książki. Urlop uznaję za udany :)
A wracając autostradą zauważyłam, że zieleń liści jest już jakby przyblakła. Czyżby jesień do nas galopowała? Jechałam do domu z myślą, że nie jestem gotowa na nową porę roku. Ani troszkę. 
Na autostradzie był wypadek. Mówili o tym w radio, dzięki czemu przebiegle czmychnęliśmy w boczny objazd. Widoki dużo przyjemniejsze i o dziwo, zieleń jakby bardziej soczysta. Czyżby autostrada psuła lato?
środa, 20 lipca 2016
krótka piłka
Dzwonię wczoraj do babci. Odbiera Rami.
- cześć mamuś 
- cześć kochanie 
- czemu dzwonisz do babci?
- codziennie do niej dzwonię
- a po co?
- żeby zapytać jak się babcia czuje, jak się czuje dziadek i jak ty się czujesz i Naila 
----------- ja się czuję dobrze (odsuwa słuchawkę i woła: Naila, jak się czujesz?), Naila też czuje się dobrze 
- to super, a widziałam, ze wczoraj ciężko pracowałeś
- oj tak, strasznie się zmęczyłem, sam przeniosłem trzy kamienie, chcesz rozmawiać z babcią?
- tak, proszę 
Prawie lego

Wakacje u dziadków. W poniedziałek dzieci układały kostkę pod huśtawką, a Rami pracował pradawnym młotkiem. I tak sobie myślę, że dzieci mają całkiem fajne wakacje, pełna egzotyka biorąc pod uwagę atrakcje: jazda na koniach, ciągłe wycieczki rowerowe, prace w ogródku takie jak kładzenie kostki, wyrywanie chwastów, podlewanie, czy też szukanie dżdżownic dla dziadka - wędkarza. A ja się martwiłam, że w tym roku nigdzie nie wyjeżdżamy.

wtorek, 19 lipca 2016
"Tego dnia"
FB zrobiło fajny myk, który niemal spełnił moje pragnienia. Każdego dnia przypomina mi, co tam naklepałam tego dnia w latach poprzednich. Nie wiem, kiedy się to zaczęło, ale połapałam się jakoś pod koniec stycznia. Oczywiście kilka dni przeoczyłam, ale w większości skrupulatnie wszystko przenoszę do notatnika. Żal mi było tych moich wspominek, a niektóre są całkiem fajne. Może jeszcze Bllox pójdzie mi na rękę i nie tylko pozwoli eksportować bloga, to jeszcze będę mogła uzupełniać wpisy w latach poprzednich?
czwartek, 14 lipca 2016
zajęcia drugie
Jeśli sądziłam,że hipoterapia polega na tym, że ja sobie siedzę a koń sobie chodzi, to się mocno pomyliłam. Dziś moja prowadząca zauważyła, ze jestem już mniej spięta i możemy popracować nad moją równowagą i prawidłową postawą. Bo wbrew upodobaniom politycznym pochylam się wciąż na prawo i stojąc krzywo uważam, że stoję prosto. No to Natalia postanowiła mnie skorygować i nauczyć na nowo siedzenia prosto. No i dziś dostałam innego konia, ciut szczuplejszego. Usiadłam i poczułam w miejscu styku każdy krąg jego kręgosłupa. Jutro nie będą boleć mnie plecy, ale inne miejsce :]
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 71